"Upiorna uczta" czyli bardziej boli tylko jak nadepniesz na LEGO


     Myślę, że nie ma sensu powtarzać po raz kolejny jak strasznie czekam na następne tytuły od Phantom Books Horror. Moje uwielbienie do B klasy jest już Wam chyba dość znane. Sam z resztą po sobie widzę, że kiedy leci do mnie nowa pozycja od PBH, to w oczekiwaniu zaczynam się wiercić jakby mi się kłos zboża w gacie zaplątał. I tak samo było ostatnio, kiedy wyczekiwałem na najnowszy tytuł.
Czym jest "Upiorna uczta" (bo tak właśnie ochrzczone jest najnowsze dziecko PBH)? Treść od wydawcy mówi, że to "Horror ekstremalny pełen erotyki i przemocy. Tylko dla dorosłych czytelników".

- faken - pomyślałem, bo po tym wstępie nie dałem rady wykrzesać z siebie głębszej myśli.

Czytam, dotykam, oglądam, wącham (zapach niespotykany, intrygujący) i myślę sobie:

- przeczytam, już durniejszy nie będę.

I wiecie co? Byłem w błędzie. Zdurniałem jeszcze bardziej... To było mocniejsze niż wizje po butaprenowym odlocie jakiego doświadczyłem będąc dwunastolatkiem... Z resztą, czy musze mówić coś więcej jeśli tytułem pierwszego opowiadania jest "Duckfucker"...?

Może zacznę jednak dość nietypowo. Może nawet troszkę niekulturalnie. Ale zawsze pisze szczerze więc i szczerze napiszę teraz. No więc wspomnę, że... nie do końca porywała mnie proza Roberta Cichowlasa. Kiedyś czytałem pozycję jego autorstwa pod tytułem "Szósta era". To było aż tak B klasowe, że nawet dla mnie było to zbyt wiele... Ostatecznie tytułu nawet nie skończyłem. No i taki też obraz książek Roberta Cichowlasa utrwalił się w mojej głowie. Jednak tytuł "Upiorna uczta" był wydany przez PBH, to nie mogły być pomyje! Oni nie wydają niczego słabego! I nie było! A w moich oczach Robert Cichowlas stał się od razu człowiekiem nieobliczalnym jak ruski kalkulator i czuć, że w jego głowie nawalone jest jak w cygańskim tobołku! I tak, to są komplementy!

No to co, przechodzimy do mięsa?

W książce jest dziewięć opowiadań. Niektóre dłuższe (powiedzmy na pięćdziesiąt stron), a niektóre krótsze (nawet na cztery strony). I te dłuższe są zdecydowanie dużo, dużo lepsze niż te króciuteńkie formy.
Całość jest subtelna jak spadająca cegła. Mamy tu wszystko co w obrzydliwych horrorach najlepsze. Tak cholernie czuć pióro lat 90 i wszelkiej pulpy która wtedy się ukazywała, że bardziej się nie da. Mamy kupę flaków, masę seksu, mnóstwo obrzydlistwa, hektolitry krwi, popieprzone pomysły, wymyślne tortury i ogólnie samą śmietankę bizarro. Ja generalnie czytając byłem podniecony jak epileptyk z ADHD.

Pokrótce o czym są poszczególne opowiadania? No dobra, to jedziemy.

"Duckfucker" - serio, czy to wymaga jakiegoś głębszego tłumaczenia?!

"Propozycja" - mocna sprawa. Gość traci pracę, dzieciak nieustannie choruje, a jego żona jest stabilna emocjonalnie jak powierzchnia szklanki wody trzymanej przez chorego na parkinsona. I nagle dostaje propozycję zarobku okrągłego miliona. Robota niby nie ciężka ani skomplikowana. Ale zawsze musi być pewien haczyk. Te tutaj jest olbrzymi i śmierdzący...

"Fryzjer" - króciuteńkie opowiadanko. Raptem kilka stron (sześć?). Krótka historyjka o facecie zauroczonym zawodem fryzjera. A jakie jest główne narzędzie pracy w takim fachu? No więc właśnie.

"Szkieletowy Poznań" - wydaje się jakby to miało być opowiadanie wiodące zbiorku. Przynajmniej kilka jego zdań znajduje się we wstępie książki. Horror lat 90 i polskiego kawioru (czyt. kaszany) wychodzącej w tym okresie aż wylewa się z tego opowiadania. Najbardziej B klasowe opowiadanie w całym zbiorze. Ducha Ambera czy Phantom Pressu czuć tutaj w każdym słowie.
Z ziemi powstają szkielety i zmierzają do podziemi w Zamku Cesarskim. Tylko po co? Powiem tylko, że Guyem N. Smithem pachnie z kilometra. Zagadkę próbuje rozwiązać policjantka, która wraz ze swoim partnerem zobaczyła jako pierwsza powstające truchła.

"Pokuta" - no co temat to szok!!! Jedno z najbardziej chorych "pieces of shit" jakie w życiu czytałem!!! Nimfomanka, erotomanka, etc. i jej przygody. Nawet nie będę zgłębiał się w fabułę żeby nie psuć Wam zabawy. Ale przygotujcie się na dogłębne rycie mózgu.

"Nawiedzone mieszkanie" - najkrótsze w całym zbiorku. Historia mieszkania w którym straszy. A czemu straszy? Staropolskie powiedzenie mówi, że "jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubańczykom". Czy jakoś tak...

"Opowieść z bardzo szczęśliwym zakończeniem" - Robert Cichowlas mówi, że inspirował się tutaj Ketchumem. I ta inspiracja faktycznie jest wyczuwalna.
Facet idzie na imprezę, gdzie w pewnym momencie urywa mu się film. Nic nie pamięta. Przypomni sobie co się działo? Sami chyba wecie, że czasem zdarzyło Wam się po pijaku nawywijać, prawda? Ale ciekaw jestem czy zdarzyło się poszaleć Wam aż tak jak bohaterowi tego opowiadania. A może podzielicie się swoimi doświadczeniami z imprez gdzie urwał Wam się film;)?
      Dobre, dobre, bardzo dobre.

"Willa Greisera" - Greiser, jeden z największych zbrodniarzy II Wojny Światowej. Ogólnie widać, że autor lubuje się w tematyce Drugiej Wojny. I tutaj też czuć pulpowatość i kiczowatość raczkującego horroru.
Co może się wydarzyć jak kupisz dom w którym mieszkał zbrodniarz wojenny? Ano na pewno nie będzie nudno... A w całość zamieszana jest... Małgorzata Rozenek (ciekaw jestem czy dostrzeżecie aluzję;)).

"Duckfucker 2: Monkeyfucker" - zarzućcie sobie google tłumacza i wszystko będzie dla Was jasne;). Część druga części pierwszej. Że tak się wyrażę... Aż strach pomyśleć jaki "fucker" może być kolejny...

     Tak więc jak widzicie każdy tytuł jest uroczy i pociągający jak wydalona malina. Ale jednocześnie całość wypada naprawdę bardzo, bardzo przyzwoicie. Faktycznie zbiorek skierowany jest dla raczej dla wysublimowanego grona odbiorców (a to jest wąskie jak spodnie obecnych przedstawicieli płci męskiej wieku młodzieńczego). Proponuję nie podrzucać babci na imieniny, wujkowi księdzu czy dziesięcioletniemu dziecku. Choć jednocześnie taki prezent wręczony każdemu z nich byłby ciekawym eksperymentem społecznym i chętnie obserwowałbym ich reakcję podczas czytania.
Tytuł jest hardcorowo poryty. Określenia bizarro i pornhorror są jak najbardziej zasadne, a oznaczenie 18+ na okładce swobodnie można by swobodnie zamienić na 21+;P. No dalej, linczujcie małolaty;)! I śmiało, możecie mnie nawet wyzywać od tego, że jestem tak stary że wiszę kasę Mojżeszowi;). Nie rusza mnie to;P.
Co jeszcze? No szczerze umówmy się - nie jest to tytuł który kiedykolwiek trafi do Empiku;).

Ja bawiłem się czytając prześwietnie. Miałem momentami taki WTF, że pewnie moja gęba przypominała twarz Pinokia po inwazji korników. Ale zdecydowanie było warto!
Ogólnie po całej lekturze czuję się wymięty jak zbrukana gołębica ale to naprawdę był kawał dobrego pisania! I śmiało mogę odszczekać stereotyp jaki utrwalił się w mojej głowie co do książek wychodzących spod pióra Autora.

P.S.

Panie Robercie – „Szósta Era” wraca na pozycje „do przeczytania”;).

3 komentarze:

  1. Świetnie się czytało recenzję :D. Wczoraj zakupiłam wymienionego Cichowlasa, jeszcze nie czytałam Jego twórczości. Natomiast Upiorna uczta znajdzie się niebawem na mojej półce ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie należę do elitarnego grona cieszącego się tego typu literaturą (albo jeszcze nie wiem, że należę), ale recenzja cudowna, przy niej się uśmiałam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Fantastyczna recenzja :) "Uroczość" tematu nie podlega żadnej dyskusji ;) Ja sobie wszystko zapiszę, z przeczytaniem zaczekam na wolne dni, wolne noce w tym wypadku to kiepski pomysł :)

    OdpowiedzUsuń