"Ciche miejsce" czyli zakaz wstępu z popcornem i colą



     Dobrze jest czasem posłuchać odgłosu szeleszczącego popcornu. No i buzowania bąbelków pochodzących z otchłani kubka wypełnionego colą. Miło też słucha się siorbania słomką zaraz nad uchem. Szczególnie kiedy napój w środku jest już na wykończeniu. Słomka wydaje wtedy taki fantastycznie, wkurwiający odgłos. Niewątpliwie fantastycznym doznaniem jest to szczególnie, kiedy jest się na seansie w kinie. A jakiś cwany gapa ciągnie tą słomką jakby walczył o ostatni oddech.

Jako, że my lubimy czasem skoczyć sobie do kina, to pierwszą myślą jaką było kiedy opuściłem salę było "kuźwa, powinni skołować takie bydlaki żeby siedziały cichuteńko za fotelem każdego oglądającego"...

Jakie bydlaki? Ano czytajta;)!

"Upiorna uczta" czyli bardziej boli tylko jak nadepniesz na LEGO


     Myślę, że nie ma sensu powtarzać po raz kolejny jak strasznie czekam na następne tytuły od Phantom Books Horror. Moje uwielbienie do B klasy jest już Wam chyba dość znane. Sam z resztą po sobie widzę, że kiedy leci do mnie nowa pozycja od PBH, to w oczekiwaniu zaczynam się wiercić jakby mi się kłos zboża w gacie zaplątał. I tak samo było ostatnio, kiedy wyczekiwałem na najnowszy tytuł.
Czym jest "Upiorna uczta" (bo tak właśnie ochrzczone jest najnowsze dziecko PBH)? Treść od wydawcy mówi, że to "Horror ekstremalny pełen erotyki i przemocy. Tylko dla dorosłych czytelników".

- faken - pomyślałem, bo po tym wstępie nie dałem rady wykrzesać z siebie głębszej myśli.

Czytam, dotykam, oglądam, wącham (zapach niespotykany, intrygujący) i myślę sobie:

- przeczytam, już durniejszy nie będę.

I wiecie co? Byłem w błędzie. Zdurniałem jeszcze bardziej... To było mocniejsze niż wizje po butaprenowym odlocie jakiego doświadczyłem będąc dwunastolatkiem... Z resztą, czy musze mówić coś więcej jeśli tytułem pierwszego opowiadania jest "Duckfucker"...?

"Armia ciemności" czyli klatoo, verata, n... ykhm… ykhm…


      "Dobra wy prymitywne półgłówki, słuchać! Widzicie to? To jest kij, który robi BUM! Dostępny w dziale sportowym. Ma orzechową kolbę. A ja jestem Ash, z działu AGD."


Co jakiś czas prosicie o to abym napisał coś o "starych" filmach. Nie wiem czy film, którego reckę właśnie dla Was puszczam jest dla Was wystarczająco stary ale ogólnie wiem o co Wam chodzi. Pragniecie filmów z VHSów. Takie,  które maniakalnie pożyczało się z raczkujących wypożyczalni. Jako, że moja lubość do B klasy jest już znana, nie spodziewajcie się tutaj "Pretty Woman", "Dirty Dancing" (a może wolicie wirujący seks?), albo "Akademii Policyjnej". Nie! Dostaniecie same horrory w B klasie! Zadowoleni?! Nie?! No to sorki bo na nic innego i tak mnie nie namówicie;).
No to lecimy z pierwszym tytułem - "Armia ciemności"!

"Harry Potter i przeklęte dziecko" czyli kto czyta te głupoty o czarodziejach?


Co jakiś czas nachodzi mnie ochota aby odpocząć od trupa gęsto ścielącego się we wszystkim co czytam. Wtedy otrzepuję koszulkę z flaków, zdejmuję oblepione krwią gogle i odkładam piłę mechaniczną na półeczkę. Przywdziewam wtedy inteligenckie okulary (których nie posiadam), podciągam krawat pod szyję (opis działania niczym z American Psycho) i sięgam po coś co nie ryje mi garnka tak jak inne tytułu, które w teorii ryć go mają. I tym sposobem moje ręce łapią z półki coś, co traktowane jest przeze mnie w kategoriach "zaległości". Tym razem z regału zsunęła się ostatnia część Harrego Pottera o podtytule "Przeklęte dziecko".

Obejrzane w... lutym 2018



Obiecałem pisać mniej więcej na początku każdego miesiąca, takie małe podsumowanie "arcydzieł" światowej kinematografii. Od tak, aby było kilka zdań dotyczących każdego z oglądniętych filmów. Więc jeśli cykl ma trwać to czas puścić drugie rozdanie:). Ale od razu ostrzegam – nie każdy z tych filmów to istna perła;).
Jak zawsze głównie groza ale znajdzie się też coś całkiem innego. Z resztą, nie ma co zbędnie bajdurzyć, zapraszam do czytania:)!

"Egzekucja" czyli komornik zawsze puka dwa razy



Pewnego pięknego dnia zalogowałem się na „Lubimy czytać”. Czasem coś tam zarzucę. Machnę jakiś tekst, przekleję reckę z bloga albo ocenię którąś książkę. Ot, typowe zachowanie literackiego zboczka. Po załadowaniu się strony, zobaczyłem cyferkę „3” w zakładce zatytułowanej „skrzynka”. Pomyślałem, że jakiś spam albo inne badziewie mówiące „wróżka Rozalia zna Twoją przyszłość” albo „ktoś intensywnie o Tobie myśli – sprawdź kto wysyłając sms pod numer 666”. Jednak po zerknięciu w tekst wiadomości ujrzałem tam mniej więcej treść „Egzekucja” – przeczytaj”. Moja pierwsza myślą było „fuck it! Nie czytam bo pewnie to coś w stylu „The Ring”. Przeczytam i po 7 dniach wykituję…”. Ale ciekawość mnie pokonała i sięgnąłem po tytuł…

A teraz do rzeczy. Wyobrażacie sobie coś od Edka Lee, co osadzone byłoby w naszych, polskich realiach? Taki klimat odludzia, polskich wiosek, niszczejących gospodarstw na krańcu świata, wiejskich przygłupów biegających z siekierami, kanibali, wątku mistycznego, iluzorycznego spokoju aby później przypierdzielić nam chorej akcji? Jak tak to śmiało sięgajcie po "Egzekucję". A jak sobie jeszcze tego nie wyobrażacie to... sięgajcie po "Egzekucję"!

"Przejażdżka" czyli bilet tylko w jedną stronę



"To zadziwiające, pomyślał. Nie można poruszać się w tym świecie, nie raniąc kogoś. Na każdym kroku."

Mistrz. Król. Geniusz. Zawsze był najlepszy... Nawet kiedy odrobinę obniżal loty, to każda jego pozycja była przynajmniej dobra. Bo była jego.

Uwielbiałem go zanim to było modne. Zauroczyłem się nim kiedy mało kto o nim słyszał. Na piedestał ulubionych Autorów wskoczył po pierwszym przeczytanym tytule. Bo to właśnie było to. By stać się geniuszem nie była potrzebna jego śmierć...

Jack Ketchum...

Mistrz opierał swoje tytuły w znacznym stopniu na faktach. Czasem dość ogólnie, zdawkowo ale jednak inspiracją przy tworzeniu swoich powieści były często wydarzenia autentyczne. Podobnie jest też w przypadku "Przejażdżki" jego autorstwa. Inspiracja luźna ale jednak to właśnie takowa popchnęła go do poczynienia wspomnianego tytułu.

To jak, wsiadacie? Jedziemy? Na przejażdżkę?